00:00
Kirstie Jones miała 23 lata i właśnie spełniała marzenie, na które pracowała od dawna. Sama ruszyła w podróż po świecie. Niestety po zaledwie dwóch miesiącach jej wyprawa zakończyła się tragicznie w tajskim Chiang Mai.
00:31
Dzień dobry, dobry wieczór, w zależności od tego, kiedy się słyszymy. Dzisiaj zapraszam Was na drugi odcinek z serii Zabójcze Wakacje. Tym razem przeniesiemy się do Tajlandii i do sprawy, która wywołała ogromną dyskusję na temat pracy tajskiej policji, oraz bezpieczeństwa turystów w tym kraju. To już druga sprawa z Tajlandii w tej serii. W zeszłym roku w odcinku Wyspa Śmierci opowiadałam Wam o sprawie z Kotao, gdzie poruszyłam historię Hany i Davida. Jeśli jeszcze go nie słuchaliście, to polecam nadrobić.
01:03
Dziękuję za Waszą aktywność, subskrypcje, postawione kawki i wspieranie na YouTube. A teraz zapraszam do wysłuchania dzisiejszej historii.
01:27
Chiang Mai to miasto w północnej Tajlandii, położone nad rzeką Ping. Jest ośrodkiem administracyjnym prowincji Chiang Mai i drugim co do wielkości miastem w kraju. Mieszka tam ponad milion osób. To jedno z tych miejsc, które od lat przyciąga turystów, którzy często też przyjeżdżają tam na chwilę, a zostają na dużo dłużej. Wśród nich jest wielu Europejczyków. Chiang Mai słynie z buddyjskich świątyń, nocnych targów, dobrego jedzenia, festiwali i spokojniejszego tempa niż Bangkok.
01:59
Jest też popularną bazą wypadową w górę, na trekkingi i do górskich wiosek zamieszkanych przez lokalne społeczności, m.in. Karen, Mong, Aka, Lahu, Mien czy Lisu. Okolice te kojarzą się też z dżunglą, wyprawami do sanktuariów w Suoni i najwyższym szczytem Tajlandii, czyli Doi Intanon. Dla wielu turystów Chiang Mai było więc miejscem idealnym. Tanim, pięknym, pełnym życia, a jednocześnie bardziej kameralnym niż tajska stolica. Uznaje się też je za jedno z bezpieczniejszych miast w Azji Południowo-Wschodniej.
02:34
Przestępczość z użyciem przemocy jest tam raczej rzadka, a większym zagrożeniem dla turystów bywają wypadki drogowe, drobne oszustwa czy kradzieże. I właśnie tam w 2000 roku wybrała się Kirsty Jones, która była wtedy w swojej wymarzonej podróży po świecie. Kirstie pochodziła z Wally, wychowała się w Trydomen, niewielkiej wiosce niedaleko Brickon, na rodzinnej farmie należącej do jej rodziców Sue i Gleena. Było to duże, ponad 120-hektarowe gospodarstwo, na którym hodowano owce i bydło.
03:07
Kirstie miała też młodszego breta, Garetha. Dziewczyna doceniała to miejsce, w którym dorastała. Miała wspierającą rodzinę, dużo przestrzeni i życie blisko natury. Jednocześnie już jako nastolatka czuła, że ciągnie ją dalej. Chciała poznawać ludzi, miejsca i zdobywać doświadczenia, których nie mogła znaleźć na rodzinnej farmie. Już jako czternastolatka mówiła, że po skończeniu szkoły chce wyjechać do Australii. I kilka lat później naprawdę to zrobiła. Miała 18 lat, kiedy ruszyła w pierwszą dużą wyprawę i postanowiła, że nie zrobi tego sama, wtedy zdecydowała, że poszuka osoby, która mogłaby z nią pojechać i w tym celu sprawdzała ogłoszenia, aż w końcu natrafiła na kogoś, kto mógłby jej towarzyszyć.
03:54
Dzięki temu znalazła towarzyszkę, co też trochę uspokoiło jej rodziców.
03:59
Ale Sue i Glyn oczywiście się martwili. Mimo wszystko bali się o córkę, choć dobrze ją znali i wiedzieli, że sobie poradzi. Zdawali też sobie sprawę z tego, że nawet gdyby jej zabronili tam jechać, to i tak niewiele by to wskurało. Dziewczyna marzyła o tym od dawna i nie było opcji, żeby zmieniła zdanie. Jak już sobie coś postanowiła, no to to realizowała. I tak też się stało z Australią.
04:27
Ta podróż dużo jej dała, na pewno też takiej pewności siebie. Zdawało się też, że jeszcze bardziej wydawała się samodzielna. A przy okazji wróciła też z takim poczuciem, że to jest to, że to jest coś, co naprawdę ją realizuje, do czego ją ciągnie, co jest dla niej ważne, że ona po prostu potrzebuje podróżować i zwiedzać świat. Natomiast nie była impulsywna, nie działała pod wpływem emocji, wiedziała, że jeżeli chce pojechać albo polecieć dalej, to musi też na to zarobić.
05:00
Przy okazji chciała też zadbać o swoją przyszłość, więc w międzyczasie podjęła jeszcze studia na Uniwersytecie w Liverpoolu, gdzie wybrała kierunek łączący język angielski z mediami. Studia skończyła pod koniec lat 90. i dla niej był to moment, w którym uznała, że pora wrócić do podróżowania. W międzyczasie pracowała, odkładała na to pieniądze i jeszcze przez rok postanowiła, że zarobi na ten wyjazd, aby właśnie móc go sobie w pełni sfinansować sama.
05:32
Nie chciała liczyć na rodziców czy jechać bez odpowiedniego zabezpieczenia. Ale też tym razem marzyła o tym, że ta podróż zajmie jej nawet nie miesiące, a lata. Planowała, że będzie podróżowała przez około dwa lata i w tym czasie zwiedzi Azję, Australię, Nową Zelandię i Amerykę Południową. I to też był trochę taki kompromis z rodzicami, że teraz jakby pokorzysta z życia, pozwiedza świat, a jak wróci, to spróbuje się ustatkować.
06:04
Natomiast mówiła, że zanim to zrobi, po prostu chciałaby przeżyć taką jedną wielką podróż. Sue i Glyn nie do końca byli tym kompromisem zachwyceni. ale też rozumieli, że ich córka ma takie potrzeby i nie będą jej stawali na drodze. Uspokajało ich też to, że nie działała pod wpływem emocji, że wszystko sobie planowała, że zbierała pieniądze. Miała też doświadczenie i wierzyli, że jest przygotowana na ten wyjazd.
06:34
Wiedzieli, że ma też w planach spotkania ze swoimi bliskimi, m.in. w Tajlandii chciała się spotkać ze swoją przyjaciółką, A też potem planowała, że kiedy pojawi się w Australii, to dołączy do niej jej chłopak. Rodzice Kirsty wiedzieli, że szybko poznaje nowe osoby, więc na pewno nie będzie się tam czuła samotna. Zresztą ona chciała odbyć tę podróż na swoich zasadach, nie chciała z kimś jechać, tylko właśnie chciała sama. Dla niej miała być to prawdopodobnie jedna z takich najważniejszych przygód jej życia.
07:10
Kobieta wyruszyła w maju 2000 roku i miała wtedy 23 lata. Najpierw poleciała do Singapuru, później przez kilka tygodni podróżowała po Malezji, aż w końcu dotarła do Tajlandii. A na ten kraj właściwie to czekała tak najbardziej, bo kiedyś już tam była i zdecydowanie chciała tam wrócić.
07:33
Na początek wybrała stolicę, czyli Bangkok i tam przez chwilę się zatrzymała, natomiast to miasto było dla niej zbyt intensywne, było tam pełno bodźców i na swój sposób oczywiście było fascynujące, ale po paru dniach robiło się tam dosyć męcząco i dlatego Kirstie nie zamierzała zostawać tylko w stolicy, ale planowała ruszyć dalej na północ i jako cel podróży wybrała wspomniany Chiang Mai. Na pewno zachęcające w tym mieście było to, że po prostu było taniej niż w stolicy, a można było tam dużo zobaczyć, zwiedzić i przeżyć.
08:10
Kirsty chciała też zobaczyć takie nieturystyczne miejsca, móc obserwować codzienność Tajów, poznawać miejsca, do których oni chodzą i po prostu doświadczyć takiego codziennego życia.
08:24
Dużo też spacerowała, m.in. wybrała się na trzydniowy trekking w rejonie Mechem, a potem rodzicom opowiadała, że jeździła na słoniach i odwiedzała górskie wioski. Biło od niej takie podekscytowanie, a Sue i Glyn cieszyli się, że córka przeżywa piękne chwile, ale też pozostaje z nimi w kontakcie. Co prawda głównie mailowym, ale i to było dla nich bardzo ważne. Dawało im też takie poczucie, że wszystko u niej w porządku.
08:54
W tamtym momencie Kirsty podróżowała już od dwóch miesięcy. Jeśli chodzi o Chiang Mai, to Kirstie zatrzymała się tam w Ari Guest House, czyli takim tanim pensjonacie. Było to miejsce określane jako bez luksusu, bez takiego hotelowego standardu, raczej skierowane do turystów planujących wycieczki, czyli takich, którzy nie za wiele czasu spędzają w pokoju. Natylak był dosyć tani i chodziło głównie o to, żeby się gdzieś przespać, a potem rano wyruszyć w drogę. Kój kosztował wtedy około funta za noc, czyli 69 tajskich batów, a w przeliczeniu na złote to 6,60.
09:36
Więc przyznacie, że taka cena była bardzo atrakcyjna. Budynek miał dwa piętra, kilka pokoi, niewielki ogród i bar na świeżym powietrzu, gdzie goście mogli siedzieć, rozmawiać i poznawać innych podróżnych. Na piętrze działała też szkoła masażu. Pokój Kirsty był skromny, stało w nim łóżko, jakaś stara komoda i wentylator. Okno wychodziło na wewnętrzny korytarz, więc nie dawało to zbyt wielkiej prywatności.
10:04
I ogólnie sprawdzałam z ciekawości, czy ten pensjonat nadal istnieje, ale nie jestem w stanie go dzisiaj wyszukać jako działającego obiektu. Natomiast pojawia się w internecie Aris House w Hua Hin, ale to jest inna miejscowość jak coś i inny adres, mimo że wyglądają dosyć podobnie, to nie łączy się to ze sprawą Kirsti. Pierwszy tydzień pobytu minął kobiecie dobrze. Za wiele czasu nie spędzała zresztą w pokoju, chodziła po mieście, poznawała ludzi i korzystała z tego wszystkiego, co oferowało jej Chiang Mai.
10:37
Regularnie też była w kontakcie z rodzicami, dzięki czemu mogli śledzić jej podróż. A potem przyszedł 10 sierpnia 2000 roku. Tego dnia, około 16.30 czasu lokalnego, jedna z pracownic pensjonatu weszła do pokoju Kirsty, żeby go posprzątać. I wtedy jej oczom ukazał się makabryczny widok. Kobieta leżała na łóżku twarzą do materaca, była częściowo rozebrana, a wokół jej szyi ciasno związano sarong, czyli takie pareo, a zatem taka spódnica upięta z jednego płata tkaniny wiązana w pasie.
11:14
Po chwili na miejsce wezwano policję, ale już od pierwszych minut pojawił się spory problem. Otóż okazało się, że pokój Kerstin nie został od razu zabezpieczony, aby właśnie nikt tam już nie wchodził. Zanim policja to zrobiła, okazało się, że do środka zdążyli już wejść dziennikarze, fotografowie i przypadkowe osoby zwabione sensacją. Lokalne media dowiedziały się o sprawie z policyjnych nasłuchów i pojawiły się na miejscu błyskawicznie. Zjawiła się też ekipa telewizyjna.
11:45
Wszędzie nagrywano i robiono zdjęcia. Przez ten pokój przewinęły się dziesiątki osób. I trudno to zrozumieć, dlaczego tak to wyglądało, bo przecież wiadomo, jak przy każdym śledztwie, że zabezpieczenie miejsca to kluczowy moment. Ale niestety to dochodzenie charakteryzowało to, że od początku panował wokół niego chaos. Potem miało się okazać, że reporterzy nie tylko stali w pokoju i patrzyli co się wydarzyło, ale mieli nawet dotykać rzeczy Kirstie, zaglądać do jej ubrań, kosmetyczki, wyciągać jakieś jej przedmioty, a nawet pojawiło się takie doniesienie, że ktoś dotykał ciała, żeby ustawić lepszy kadr.
12:26
Więc zanim policja zdążyła zabezpieczyć teren, to niestety wiele śladów zostało już zadeptanych. W tym samym czasie rodzice Kirsty wyjechali do Hiszpanii, żeby świętować swoją 25. rocznicę ślubu. To miał być wyjazd, który planowali od dawna. Też chcieli gdzieś wyjechać, celebrować ważną dla nich chwilę. I na pewno nie spodziewali się wieści, które miały do nich wkrótce dotrzeć. Był 10 sierpnia, szykowali się wtedy na kolację, kiedy nagle do ich pokoju ktoś zapukał.
12:59
Otworzyli i wtedy się okazało, że stoją tam ich znajomi, ale ich mina nie wróżyła nic dobrego. Wdawali się być wyraźnie poruszeni. W końcu wprost powiedzieli, że oglądali wiadomości i tam zobaczyli informację o młodej turystce z Wali, która została znaleziona martwa w pensjonacie w Chiang Mai. Ich zdaniem chodziło o Kirsty. Dla Sue i Glina ta wiadomość była szokiem. Jeszcze chwilę wcześniej szykowali się na kolację, a nagle usłyszeli, że ich córka nie żyje.
13:32
Próbowali zrozumieć, co się stało, ale w tamtym momencie mieli ograniczone możliwości. Tajska policja jeszcze do nich nie dotarła. Nie wiedzieli też, że samo śledztwo od pierwszych godzin zaczęło iść bardzo źle. Tymczasem w Tajlandii nadal panował chaos. Przez pokój, w którym znaleziono Kirstie, nadal przewijali się ludzie, którzy nie powinni się tam znaleźć. A kiedy przyszła pora na to, aby zbadać ciało, pojawił się kolejny problem. Okazało się, że policja nie mogła znaleźć żadnego dostępnego patologa sądowego, który przyjechałby w to miejsce.
14:10
Ostatecznie ciało Kirstie przewieziono do szpitala w Chiang Mai i dopiero tam przeprowadzono sekcję zwłok. Później jeden z ekspertów medycyny sądowej tłumaczył, że w tamtych godzinach znalezienie patologa było problemem. Mówił, że między 17 a 20 pracował w swojej prywatnej klinice, a wcześniej musiał jeszcze odebrać dzieci ze szkoły. I podobnie było u jego kolegów. I choć, jak to pewnie słyszycie, brzmi to absurdalnie, ale niestety tak wyglądały wtedy realia tego śledztwa od pierwszych godzin.
14:42
Czyli najpierw problem z zabezpieczeniem miejsca zbrodni, a później ze znalezieniem patologa. Kiedy w końcu przeprowadzono sekcję zwłok, to ustalono, że Kirstie zmarła przez uduszenie. Stwierdzono też obrażenia wewnętrzne wskazujące na brutalną napaść seksualną. W jej ciele zabezpieczono nasienie, więc policja od początku zakładała, że ma ślad, który powinien doprowadzić do sprawcy. I w teorii faktycznie ta sprawa mogła wyglądać na prostą.
15:12
Wydawało się, że policja jest w posiadaniu jednego z ważniejszych dowodów. Ale wkrótce miało się okazać, że wcale tak nie było. Jeśli chodzi jeszcze o pokój, w którym znaleziono ciało Kersty, to stwierdzono, że nie było żadnych śladów łamania. Ogólnie było tak, że ten pokój można było zamknąć na kłódkę zarówno od środka, jak i od zewnątrz. Drzwi natomiast nie wyglądały na wyważone i dlatego też policja bardzo szybko przyjęła, że kobieta najprawdopodobniej znała osobę, która weszła do jej pokoju albo przynajmniej z jakiegoś powodu sama ją wpuściła.
15:48
I to założenie bardzo szybko skierowało śledczych w stronę tego, że w pierwszej kolejności należy się skupić na osobach związanych z pensjonatem. Od początku właściwie też zakładano, że musiał to być obcokrajowiec. Zdaniem śledczych charakter napaści musiał wskazywać na kogoś, kto raczej był spoza Tajlandii. Natomiast brano pod uwagę, że to nie był taki turysta, który przyjechał tu na chwilę, ale na przykład taki, który przyjechał i został na dłużej. Co było dosyć częste w Tajlandii.
16:20
Tak jak wspominałam, wielu turystów, a zwłaszcza Europejczyków, zostawało tu nawet miesiącami. Dlaczego? Głównie dlatego, że życie było wtedy tanie i można się było odciąć, zmienić trochę perspektywę. To też wiązało się z tym, że właściwie łatwo można było tam przybyć, ale tak samo łatwo można było też zniknąć. Nikt właściwie nie prowadził żadnego spisu tych turystów, ani tych, którzy decydowali się zostać dłużej, a wielu z nich to robiło na nielegalu.
16:51
I choć prawo jest bardzo restrykcyjne jeśli chodzi o narkotyki, to jak się później miało okazać raczej nie było problemu z dostępem do nich. Jeden z francuskich turystów mówił później, że można było tam właściwie dostać wszystko. A też zdarzały się przypadki, że jakiś gość umierał po przedawkowaniu narkotyków. Wracając do śledztwa, w pierwszej kolejności policjanci zdecydowali się więc skupić na gościach Ari Guest House. Wtedy też doszła do nich pierwsza informacja, która zdecydowanie mogła mieć znaczenie.
17:26
Otóż okazało się, że około pierwszej w nocy ktoś usłyszał krzyk. I nie był to jakiś hałas z korytarza, ani odgłosy ludzi późno wracających do pensjonatu, tylko kobiecy krzyk, być może oznaczający, że ktoś był w niebezpieczeństwie. Jedną z osób, która miała słyszeć ten dźwięk był Stephen Trick, 27-letni Brytyjczyk, który już od dłuższego czasu zatrzymywał się w Ari Guest House. Twierdził, że krzyk miał pochodzić z pokoju Kirsty, a według jego relacji kobieta krzyczała, żeby ktoś wyszedł i zostawił ją w spokoju.
18:02
Stephen poszedł sprawdzić, co się dzieje i wtedy też spotkał zarządcę pensjonatu, czyli 47-letniego Surina Chanpraneta, który mieszkał na miejscu i prowadził wspomnianą wcześniej szkołę masażu na pierwszym piętrze. Kiedy dotarli razem pod drzwi pokoju Kirsty, było już cicho. Nie weszli do środka, nie zdecydowali się zapukać ani wezwać policji. Uznali, że może to była jakaś kłótnia, sprzeczka między parą i postanowili się nie wtrącać. Steven później tłumaczył, że w takich miejscach często w zasadzie zdarzało się słyszeć jakieś awantury i w zwyczaju było raczej to, że nikt się nie wtrącał w cudze sprawy, więc to też wynikało powiedzmy z takich tamtejszych zasad, podejścia.
18:49
Dlatego też ta reakcja mogła się wydawać z naszej perspektywy niewłaściwa, ale tam bardzo szanowano to, żeby nie naruszać czyjejś prywatności. I być może to był błąd. Może gdyby wtedy zareagowali, Kirsty by żyła. Bo według raportu z sekcji zwłok prawdopodobnie to właśnie w tym momencie Kirsty zginęła. Zatem mogła to być jej taka ostatnia próba wołania o pomoc. Kiedy policja zaczęła odtwarzać ostatnie godziny życia kobiety, powrócono też do wieczoru 9 sierpnia.
19:24
I jedną z pierwszych osób, które wtedy sprawdzono był 27-letni Nathan Foley, podróżnik z Australii, który urodził się w Sydney, ale miał obywatelstwo brytyjskie i australijskie, a do Tajlandii wjechał na brytyjskim paszporcie. Był tam przejazdem, bo zamierzał niedługo odwiedzić rodzinę Wielkiej Brytanii. Nathan poznał Kirsty w Ari Guest House, oboje podróżowali sami, więc zaczęli rozmawiać i spędzać razem czas. Chodzili po Chiang Mai, zwiedzali miasto i byli dla siebie po prostu towarzystwem w tym obcym miejscu.
19:58
Nathan przyznał, że znał Kirsty, ale zaprzeczył, żeby łączyło ich coś więcej. Wspomniał też, że wieczorem 9 sierpnia poszli na kolację i była z nimi wtedy jeszcze Brytyjka Sarah Wiggett. I co właściwie dosyć wyróżniające, w tej historii będzie na razie jedną z niewielu osób, która nie mieszkała w Ari Guest House, tylko w innym hostelu, natomiast także będą z nią śledczy oczywiście rozmawiali. Kobieta z kolei znała Kirsti z trzydniowego trekkingu, który skończył się dwa dni wcześniej.
20:31
Podczas tej wycieczki złapały bardzo dobry kontakt i zdecydowały kontynuować znajomość. Dlatego też umówiły się razem na kolację i wtedy też dołączył do nich Nathan. który powiedział potem policjantom, że około 22 wrócił do pensjonatu, potem wziął tabletki nasenne i poszedł spać. Natomiast Sarah i Kirstie zostały same, zdecydowały się jeszcze wybrać na nocny targ, który znajdował się jakieś 25 minut spacerem od Ari Guesthouse.
21:02
Sarah zapamiętała, jak Kirsty była wtedy ubrana. Miała na sobie długą, zwiewną granatową spódnicę w kwiaty i różowy top. Więc według kobiety wyglądała ładnie, ale nie określiłaby tego ubioru jako takiego, który miałby jakoś specjalnie zwracać uwagę. Chodziły między straganami mniej więcej do godziny 23.00.
21:24
W końcu Sarah była już zmęczona zakupami i chciała wracać do swojego hostelu. Kirstie powiedziała, że zostanie jeszcze chwila, bo chciałaby dokupić kilka prezentów, a potem także wróci do swojego pokoju. To był tak naprawdę ostatni moment, kiedy ktoś z jej nowych znajomych widział ją żywą.
21:44
Nie wiadomo jak później Kirstie wróciła do Ari Guest House, mogła pójść pieszo, no bo miała jakieś 25 minut, ale mogła też wsiąść do tuk-tuka, czyli lokalnej taksówki. Tego śledczem nie udało się ustalić. Zakładano jednak, że do pensjonatu dotarła około północy, a mniej więcej godzinę później z jej pokoju dobiegły krzyki. Po pierwszych przesłuchaniach policja zaczęła dokładniej przyglądać się ludziom z pensjonatu. W pokoju Surina, czyli zarządcy Ari Guest House, znaleziono marihuanę i amfetaminę, więc zatrzymano go za posiadanie narkotyków.
22:22
Znalaziono coś bardzo niepokojącego w jego rzeczach, a mianowicie była to pocztówka, natomiast to nie była taka zwyczajna pocztówka, tylko taka, którą określono jako pornograficzną. Czyli dosłownie była to pocztówka, na której było zdjęcie pornograficzne przedstawiające związaną białą kobietę. Nie mam pojęcia po co komuś taka pocztówka i jak się znalazła w rzeczach Surina, ale zdecydowanie nie było to coś działającego na jego korzyść. Jeśli chodzi o mężczyznę, to on utrzymywał, że ze śmiercią Kirstie nie miał oczywiście nic wspólnego, był w ogóle w związku, jego partnerką była Pantipa, która również mieszkała w Ali Guest House i potwierdziła jego wersję, że byli razem przez całą noc, także w tym momencie, kiedy usłyszeli hałas dobiegający z innego pokoju.
23:13
I wtedy też Surin wyszedł sprawdzić, co się dzieje.
23:18
Policjantów nie do końca to przekonało, natomiast na tym etapie nie było żadnego dowodu wiążącego go z zabójstwem Kirstie, dlatego na ten moment mogli go zatrzymać jedynie za posiadanie narkotyków. Przy okazji też w przypadku każdego, z kim rozmawiali, podjęto taką decyzję, że jeżeli był to turysta, to nie ma prawa opuszczać na tym etapie Tajlandii.
23:41
I to, co też może być zaskakujące, to to, że policja twierdziła w tamtym momencie, że jest dosyć blisko schwytania sprawcy, a nawet padły jakieś konkretne daty. Otóż zapowiadano, że aresztowanie powinno nastąpić w ciągu 7 do 10 dni. Więc brzmiało to tak, jakby śledczy byli naprawdę blisko rozwiązania tej sprawy. Pytanie tylko, czy nie była to zbyt śmiała sugestia. Przesłuchania oczywiście nie skończyły się na Surinie.
24:11
Kontynuowano rozmowy z ludźmi, którzy byli jakoś związani z Arie Guest House i jedną z takich osób był 28-letni Stuart Crichton, australijczyk, który od kilku miesięcy mieszkał w pensjonacie. Miał opinię człowieka, który interesował się ulicznymi bójkami, a do tego miał jeszcze sięgać po heroinę. Stewart zaprzeczał, żeby wiedział cokolwiek o śmierci Kirsty, ale kiedy policja przeszukała jego pokój, znaleziono tam narkotyki, marihuanę i heroinę, więc został zatrzymany.
24:44
Tak jak w przypadku Surina, nie chodziło o zabójstwo, tylko o posiadanie narkotyków. Więc ta pierwsza faza śledztwa była trochę zaskakująca, bo co chwilę ktoś był zatrzymywany, natomiast w ogóle nie wiązało się to ze śmiercią Kirstie. Więc może dawało to takie wrażenie, że policja działa, ale prawda była taka, że śledczy nie byli ani o krok od rozwiązania tej sprawy. Następną osobą, która gdzieś przewinęła się w tym śledztwie był Glenn. O nim za wiele nie wiadomo, jedynie, że był to jakiś długoterminowy lokator Ari Guesthouse i miał opowiadać, że był kiedyś mormońskim misjonarzem i szpiegiem CIA.
25:24
Do Tajlandii przyjechał, żeby dojść do siebie po urazie głowy po wypadku samochodowym. Śledczy rozmawiali też z Francuzem, że Quelem, ale w jego przypadku więcej informacji się nie pojawiło, więc zakładam, że śledczy jakoś mocno się nim nie interesowali. Na pewno dawało to jakiś obraz, kto znajdował się w Ari Guest House, kiedy była tam Kirstie. I wychodzi też na to, że głównie byli tam mężczyźni z różnych stron świata. Jeśli chodzi o ten etap śledztwa, to detektywi cały czas trzymali się tej swojej głównej teorii, czyli że prawdopodobnie Kirstie zaatakował jakiś obcokrajowiec, i że wszystko wskazuje na to, że sama wpuściła go do środka i na razie żadna z rozmów nie sprawiła, żeby zmienili zdanie.
26:10
Też na tym etapie pojawiła się bardzo krzywdząca opinia jednego z wysokich rangom śledczych, a mianowicie mężczyzna wysnuł taki wniosek, że może nawet Kirsty uprawiała seks za obopólną zgodą i podczas niego doszło przypadkowo do śmierci kobiety.
26:30
Zdecydowanie było to coś, czego bliscy Kirsty nie chcieli słuchać i w ogóle nie brali pod uwagę. Czuli też, że to ich uraża, bo doszło do morderstwa, a tutaj ktoś to umniejsza, a wręcz przedstawia to tak, jakby to był tylko jakiś wypadek. Więc nie dość, że to śledztwo od początku było tak chaotycznie prowadzone i niedokładnie i trochę też śledczy nie byli otwarci na różne możliwości, a bardziej skupili się na tym, co im było najwygodniej analizować, to jeszcze pojawiły się takie krzywdzące wypowiedzi.
27:07
Więc też nie dziwne, że coraz więcej osób krytykowało pracę policjantów, a w tym czasie rodzice Kirsty robili wszystko, aby móc się na miejscu zjawić. Wracając do śledztwa, w tej chwili policjanci nie mieli zbyt wielu punktów zaczepienia, więc postanowili wrócić do osoby, z którą już rozmawiali, a mianowicie do Nathana Australijczyka, z którym Kirstie jadła kolację wieczorem przed śmiercią. Nie dlatego, że coś znaleziono, ale głównie dlatego, że po prostu był jedną z ostatnich osób, która spędziła z nią czas.
27:40
I też chodziło o to, że zanim na niego natrafiono, to minęło trochę czasu, bo on gdzieś tam był poza pensjonatem i nie można było od razu do niego dotrzeć. Coś lecz interpretowali różnie, bo nie byli pewni, czy on uciekał od tej rozmowy, czy po prostu był to przypadek. W każdym razie Nathan znów został przesłuchany i według doniesień trwało to około 13 godzin. Nadal zaprzeczał, że miał cokolwiek wspólnego ze śmiercią Kirsty. Mówił, że spędził z nią czas, bo oboje podróżowali sami i po prostu miło było z kimś porozmawiać.
28:14
Podkreślał również, że Kirstie miała chłopaka, z którym planowała się spotkać później w Australii, a on sam również był w związku. Tłumaczył, że kiedy Sarah i Kirstie poszły na nocny targ, to on wrócił do pensjonatu i nadal podtrzymywał wersję o tym, że wziął tabletki nasenne i przespał całą noc. Przyznał jedynie, że faktycznie wcześniej był w pokoju kobiety, ale tylko dlatego, że poprosiła go, aby zajrzał i zobaczył, co jest jej wentylatorem, bo był zepsuty. I Kirsty poprosiła go o pomoc przy naprawie.
28:46
Pojawiła się też relacja francuskiego turysty, który nie chciał podawać nazwiska. Mężczyzna mówił, że około drugiej w nocy widział na dziedzińcu kogoś, kto jego zdaniem zachowywał się podejrzanie, ale według niego nie był to Nathan. Policja nie miała więc żadnych dowodów, żeby zatrzymać mężczyznę. Nie było też żadnego świadka, który widziałby go z Kirstie później w nocy, ani niczego, co łączyłoby go jakoś ze zbrodnią. Teoretycznie więc mógł wyjść z komisariatu w każdej chwili.
29:17
Tylko, że też zdawał sobie sprawę z tego, że jak tylko wyjdzie, to rzucą się na niego dziennikarze, którzy aktualnie żyli tą sprawą i cały czas polowali na nowe informacje.
29:29
W ogóle w tym czasie zainteresowanie sprawą było ogromne. Telefon na komisariacie miał dzwonić niemal bez przerwy. Sarah, która także była wtedy z Nathanem i Kirsti na kolacji, wspominała później, że kiedy czekała jeszcze na swoje przesłuchanie, to jeden z policjantów podał jej słuchawkę i powiedział, że dzwoni biuro prasowe, bo chce się dowiedzieć, co się wydarzyło. Kobieta była tym zaskoczona, bo jeszcze nie zdążyła opowiedzieć wszystkiego policji, a już jakby kierowano ją do rozmowy z mediami, z którymi miała się podzielić tym co wie, no to nie jest raczej typowe zachowanie śledczych.
30:06
Ale pokazuje, jak to dochodzenie wyglądało i że właściwie nie trzymano się żadnych procedur, nie próbowano trzymać wszystkiego w tajemnicy dla tzw. dobra śledztwa, wręcz odwrotnie. Reporterzy naciskali, policja była pod presją, więc tak naprawdę wiele informacji wypływało, zanim je potwierdzono. Problem był taki, że jeśli teraz dziennikarze zrobiliby zdjęcie Nathanowi, a on by na przykład odmówił udzielenia komentarza, to mogliby go przedstawić jako osobę podejrzaną o to, że zabił Kirsty, a on się tego bał, poprosił nawet policjantów, czy jest opcja jakiejś ochrony.
30:46
I w końcu też zdecydował, że właściwie to woli zostać w policyjnym areszcie, niż teraz wyjść do dziennikarzy, którzy mogliby zrobić mu zdjęcia i potem w gazetach dopisać, że to on jest winien. I tak też się stało, mężczyzna nocował w areszcie, tylko po to, żeby właśnie uniknąć spotkania z mediami. W tym czasie policja czekała też na wyniki Dana. To one miały wtedy rozstrzygnąć, czy któryś z mężczyzn związanych z Ari Guest House pasuje do śladów zabezpieczonych w sprawie Kirstie.
31:18
Materiał do badań pobrano m.in. od Nathana i też od pozostałych mężczyzn, których wymieniłam. Mniej więcej było to około 10 obcokrajowców. I co zaskakujące, śledczy nadal byli pewni swego. Co prawda przyznawali, że jeszcze nie wiedzą dokładnie, co wydarzyło się tamtej nocy, ale byli przekonani, że sprawcą był ktoś, kto znał Kirsty, albo przynajmniej miał z nią kontakt w pensjonacie. No i oczywiście był obcokrajowcem, ta wersja się nie zmieniła. I ponownie śledczy zapowiadali, że jak tylko przyjdą wyniki Dana, no to prawdopodobnie dojdzie do aresztowania.
31:57
W tym czasie chcieli jeszcze porozmawiać z jedną osobą, z kimś, kto był zdecydowanie związany z tym pensjonatem, ale po odnalezieniu ciała Kirstie nie był od razu dostępny, a mianowicie chodziło o właściciela tego obiektu. Był to 32-letni Andrew Gill, zwany Andim, Brytyjczyk, który od lat żył trochę między Tajlandią a Wielką Brytanią. Pochodził z Londynu, ale według doniesień spędził też sporo czasu w Szkocji. Chiang Mai był znany wśród lokalnych obcokrajowców i miał też za sobą małżeństwo z tajką, z którą miał dziecko, a w tym czasie był w związku z inną kobietą, która także była tajką.
32:36
Andy był związany z Ari Guest House od około dwóch lat. Przejął prowadzenie pensjonatu po tym, jak jego ówczesny właściciel wyjechał za granicę, a to, że nie był na miejscu, kiedy doszło do makabrycznego odkrycia, od razu rzucało się w oczy.
32:53
Policja szukała go przez dwa dni, aż w końcu namierzono go w jednym z lokalnych barów. Mężczyzna tłumaczył później, że w noc śmierci Kirstie nie było go w pensjonacie i że ten czas spędzał ze swoim tajskim znajomym, który miał potwierdzić jego wersję. Mówił też, że po tym jak dowiedział się co się stało, to zniknął, bo bał się policji, ale nie z powodu zabójstwa, a mianowicie tego, że nie miał ważnej wizy. I bał się deportacji. Faktycznie, kiedy śledczy sprawdzili dokumenty, okazało się, że mężczyzna od dwóch lat przebywał w Tajlandii nielegalnie, więc został zatrzymany i ukarany niewielką grzywną.
33:32
Ale na tym etapie nie oznaczało to oczywiście, że miał jakikolwiek związek ze śmiercią Kirsty. Choć to, że zniknął, na pewno nie stawiało go w dobrym świetle. Podczas gdy w Chiang Mai o sprawie robiło się coraz głośniej, rodzina Kirsty próbowała w ogóle zrozumieć, co się wydarzyło. Sue i Glyn natychmiast przerwali wyjazd do Hiszpanii i wrócili do Walii. Informacja o śmierci córki sprawiła, że byli zdruzgotani i musieli wziąć leki na uspokojenie. Aktualnie byli pod opieką lekarza.
34:03
W międzyczasie brat Kirstie, 21-letni Garrett, dowiedział się o jej śmierci z radia. Był wtedy na rodzinnej farmie i prowadził traktor. Nagle usłyszał wiadomość o zabójstwie swojej siostry. Później mówił brytyjskiej prasie, że nie mógł w to uwierzyć. Że w jego głowie siostra nadal była w podróży i spełniała swoje marzenia, a potem wróci do domu. Chciał wierzyć, że to jest jakaś pomyłka. Robił wszystko, byle czymś zająć się ręce i o tym nie myśleć. Martwił się też o swoich rodziców, szczególnie mamę, bo bał się, że tego nie udźwignie.
34:39
Rozgłos, który towarzyszył tej sprawie, również im nie pomagał. a do Chiang Mai zjeżdżało się coraz więcej dziennikarzy. Oprócz lokalnych mediów pojawili się także reporterzy z Wielkiej Brytanii, a także inne zagraniczne ekipy. Każdy chciał rozmawiać z kimkolwiek, kto znał Kirsty, widział ją w pensjonacie, słyszał coś albo mógł cokolwiek powiedzieć o pracy policji. I nie dziwne, że media interesowały ten temat, bo było tam właściwie wszystko, co przyciąga uwagę odbiorców, czyli młoda kobieta wyjechała w wymarzoną podróż i zginęła w pensjonacie, w którym się zatrzymała.
35:16
Taki temat od razu zwracał uwagę.
35:20
To sprawiało, że Tajlandia zaczynała się borykać z takim problemem wizerunkowym, bo Chiang Mai żyło z turystyki, przejeżdżało tam wielu turystów i zdecydowanie taki rozgłos nie był władzą na rękę. Zwłaszcza, że jeszcze pisano o tym, jak wyglądało śledztwo na początku, o tych wszystkich zaniedbaniach, więc nie stawiało to policji tajskiej w najlepszym świetle. I trochę też tak ironizowano, że co chwilę zatrzymywany jest kolejny gość tego Ari Guest House, a sprawa właściwie nie posuwa się do przodu.
35:56
Nikt też nie usłyszał zarzutu zabójstwa. Jednak śledztwo trwało dalej i w końcu wydarzyło się coś naprawdę zaskakującego. Otóż okazało się, że jedna z osób, z którymi rozmawiali śledcze, nie powiedziała wcześniej prawdy. I była to osoba, która natrafiła na ciało Kirstie, czyli pracownica Ari Guesthouse, która miała na imię Ni.
36:20
Jej zeznania były bardzo ważne, bo na ich podstawie budowano oś wydarzeń. Teraz okazało się, że kobieta skłamała. Otóż powiedziała, że tak naprawdę ciało Kirsty odkryto znacznie wcześniej i nie było to o 16.30, a przed południem. I że to nie ona na nie natrafiła, tylko Andrew, właściciel pensjonatu. A to zmieniało naprawdę wiele. Czyli przez kilka godzin nie poinformowano policji o tym, że znaleziono ciało i doszło do zabójstwa.
36:53
A miejsce, które powinno od razu zostać zabezpieczone, przez ten czas pozostawało poza kontrolą śledczych. W związku z tymi informacjami policjanci postanowili porozmawiać Teresendiu, który przyznał, że to rzeczywiście on jako pierwszy wszedł do pokoju Kersty.
37:09
Według jego relacji wszystko zaczęło się około pół dnia. Surin miał podejść do niego i powiedzieć, że poprzedniego wieczoru w pokoju numer 4, czyli w pokoju Kirsty, było jakieś zamieszanie. Andy zapytał wtedy, czy ktoś się tego dnia widział i Surin odpowiedział, że nie, a jej pokój jest zamknięty na kłódkę od zewnątrz. I tutaj Andy wyznał, że uznał, że być może w nocy doszło do kłótni, po której Kirsty wyszła z pensjonatu i już nie wróciła. Andy wtedy nie uznał, że jest to coś, czym należałoby się martwić.
37:42
Bardziej jak już to rozważał, czy Kirstie na przykład nie opuściła Ari Guest House bez zapłacenia rachunku za pobyt. ale miał przy sobie zapasowy klucz i na wszelki wypadek zdecydował się otworzyć jej pokój. Wtedy też zobaczył Kirsty leżącą twarzą do materaca. Opisał to samo, co opisała później kobieta, która trafiła na jej ciało, czyli że była częściowo rozebrana i że ta scena była straszna i od razu mężczyzna miał poczucie, że doszło do napaści seksualnej.
38:14
Jednak zamiast wezwać policję, postanowił wyjść z pokoju jak najszybciej, potem pójść po Surina, sprowadzić go i pokazać mu, jaki widok zastał w pokoju Kirsty. Wtedy też miała pojawić się myśl, że powinni wezwać policję, ale Andy się przestraszył, bo przypomniał sobie o swojej wizie i o tym, że od dwóch lat przebywał w Tajlandii nielegalnie. Bał się, że narobi sobie problemów. Dlatego zdecydował się opuścić pensjonat, a potem próbował skontaktować się z kimś z urzędu imigracyjnego, żeby najpierw uporządkować sprawę swojego pobytu w Tajlandii.
38:52
I przyznał, że bał się też trochę tego rozgłosu, że w świat pójdzie informacja, że w Ari Guest House znaleziono ciało, że doszło do zabójstwa i zdecydowanie nie chciał, żeby to się rozniosło, no bo to by na pewno wpłynęło na jego zarobki.
39:07
Ale ostatecznie i tak sprawa wyszła na jaw i Andy pozostawał w areszcie za to, że właśnie nie miał wizę, która byłaby ważna. Do tego musiał też zapłacić około 220 zł, czyli 2000 batów.
39:22
Nadal jednak zaprzeczał, że miał cokolwiek wspólnego ze śmiercią Kirstie. Przyjaciele Andy'ego również próbowali go bronić. Pod komisariat przynosili mu jedzenie i wodę, a jedna ze znajomych mówiła, że zna go od lat, że to dobry człowiek i na pewno nie zabiłby tej dziewczyny.
39:39
Tylko to, co zrobił Andy sprawiało, że stawał się coraz bardziej podejrzany. Policjanci postanowili jeszcze porozmawiać z Surinem, który potwierdził wersję swojego przełożonego, ale dodał do niej szczegół, który również brzmiał dosyć niepokojąco, a mianowicie według Surina po znalezieniu Kirstie Andy miał zdjąć kłódkę z drzwi jej pokoju, umyć ją i dopiero potem założyć z powrotem. I było to zastanawiające, bo skoro pokój był zamknięty od zewnątrz, to na kłódce mogły być jakieś odciski palców, a zatem dlaczego Andy chciał się ich pozbyć?
40:15
Wyglądało to na pewno podejrzanie i sprawiało, że policja coraz bardziej interesowała się tym człowiekiem. Choć nie tylko nim, bo właściwie Surin również coraz bardziej ich interesował. W końcu on także nie wezwał od razu policji, tylko udawał, że odkrycia dokonano dopiero później. Więc od tej pory głównie śledczy skupiali się na tych dwóch mężczyznach. Wszystko miały rozwiązać wyniki DNA, na które nadal czekano. Pobrano jeszcze próbki krwi i włosów od osób związanych z Ari Guest House i liczono, że może dzięki temu uda się wskazać jednego podejrzanego.
40:54
Ale niestety tak się nie stało. Kiedy oczekiwanie na wyniki trwało, do policjantów zgłosił się mężczyzna, który koniecznie chciał porozmawiać ze śledczymi prowadzącymi śledztwo w sprawie zabójstwa Kirsty.
41:08
Narong był przewodnikiem, który prowadził wspomniany 3-dniowy trekking, w którym brała udział Kirstie. Łącznie grupa liczyła 9 osób. Choć do tej pory śledczy się nim nie interesowali, to mężczyzna sam zdecydował się zgłosić na komisariat i powiedział, że doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji, a mianowicie, że został zatrzymany i brutalnie potraktowany przez ludzi, których brał za funkcjonariuszy po cywilnemu. Według jego relacji rozebrano go, bito i próbowano zmusić do przyznania się do zabójstwa kobiety.
41:41
Miał usłyszeć, że sprawa trwa już zbyt długo i trzeba ją zamknąć. Według Neronga naciskano na niego, żeby wziął winę na siebie. Opowiadał, że stawano mu na brzuch, uderzano go i powtarzano, żeby się przyznał. Do tego twierdził, że powiedziano mu, iż jeśli jego próbka nie będzie pasowała do materiału zabezpieczonego w sprawie, to można tak podziałać, że jednak będzie pasowała. Miał być też zmuszany do oddania nasienia. Według niego wyglądało to tak, jakby ktoś chciał podłożyć dowody.
42:12
Ale mężczyzna nie zamierzał się przyznawać. Po wszystkim opowiedział swoją historię stowarzyszeniu przewodników Chiang Mai, a sprawa trafiła do mediów. W efekcie lokalni przewodnicy zaczęli protestować, bo bali się, że jeden z nich zostanie w to wszystko wrobiony. Do tego też namawiali, aby Narong sam zgłosił się na policję i przedstawił swoją wersję wydarzeń. Policja z kolei zaprzeczała, że miała z tym cokolwiek wspólnego. Tłumaczono, że jeśli rzeczywiście doszło do porwania albo próby wymuszenia zeznań, to mogła stać za tym jakaś grupa działająca poza oficjalnymi strukturami.
42:48
Zdecydowanie odcinano się od takich działań.
42:52
Ogólnie Neron nie był podejrzany w tej sprawie i nie uważano, że był odpowiedzialny za śmierć Kirstie. Kiedy emocje w związku z tą historią opadły, w końcu pojawiły się wyniki DNA. Wierzono, że od tej pory sprawa pójdzie już błyskawicznie, że przecież nie ma mocniejszego dowodu. Tylko, że okazało się, że nie ma żadnego dopasowania. Co oznaczało, że żaden z mężczyzn mieszkających w Arie Guest House nie mógł być uznany za podejrzanego.
43:23
W tym również Andy. Ale to nie wszystko. Ustalono, że próbka nie należała wcale do obcokrajowca, a raczej do mężczyzny, który pochodził z Azji Południowo-Wschodniej. I była to bardzo mocna poszlaka. Wydawało się, że powinna zmienić całkowicie kierunek śledztwa. Nic jednak bardziej mylnego. Tajscy policjanci nadal trzymali się wersji, że ich zdaniem musiał to być obcokrajowiec i niemożliwe, żeby to zrobił obywatel Tajlandii. Kiedy śledztwo coraz bardziej grzęzło w chaosie, ciało Kirsty sprowadzono do Walii.
43:58
Na pogrzebie w kościele niedaleko rodzinnej farmę zebrało się około 850 osób z różnych części Wielkiej Brytanii. Wśród żałobników byli też Ken i Yvonne Morris. Ich 28-letnia córka Natalie zginęła kilka miesięcy wcześniej podczas podróży z plecakiem po Australii w wyniku pożaru hostelu. Po śmierci Kirstie, Morrisowie skontaktowali się z jej rodzicami, żeby dać im wsparcie, bo sami dobrze wiedzieli, czym jest wiadomość o śmierci dziecka po drugiej stronie świata.
44:30
Na nabożeństwie pojawili się również lokalni politycy. Dla Sue i Gleena był to dzień niewyobrażalnego bólu, ale też moment, w którym zobaczyli, jak wiele osób przyszło tutaj właśnie dla Kirstie. Czuli, że była dla nich ważna. Po nabożeństwie przyjaciel rodziny odczytał oświadczenie w imieniu rodziców kobiety. Sue i Glyn podkreślali, że okoliczności śmierci ich córki sprawiają, że pogodzenie się ze stratą jest jeszcze trudniejsze. Mówili też, że mają nadzieję na szybkie zakończenie śledztwa w Tajlandii.
45:03
Chcieli, żeby pamiętano nie tylko o tym, jak Kirsty zginęła, ale też o tym, jaka była. Że była wspaniałą córką, że kochała podróżować i że wszędzie potrafiła znajdować przyjaciół. W tym czasie w Tajlandii presja rosła. Międzynarodowa prasa coraz ostrzej pisała o śledztwie. Brakowało zatrzymania w sprawie zabójstwa, jasnych odpowiedzi, a zamiast skrupulatnej pracy i rzetelnego śledztwa pojawiały się przecieki, publiczne spekulacje i kolejne wypowiedzi, które tylko pogarszały sytuację.
45:35
Jeden ze starszych rangą śledczych, który już wcześniej naraził się rodzinie Kirstie swoimi teoriami, znów skomentował sprawę w mediach. Tym razem mówił o obrażeniach kobiety i o możliwych cechach fizycznych sprawcy w sposób, który w ogóle nie powinien paść w publicznej wypowiedzi w związku z taką sprawą. Pojawiły się też intymne sugestie dotyczące Surina. To było krzywdzące i kompletnie nie pomagało śledztwu. W końcu presja zrobiła się zbyt duża, a ten śledczy został odsunięty od sprawy.
46:06
Wyznaczono też nagrodę za informacje, które mogłyby pomóc rozwiązać zabójstwo Kirsty. Chodziło o 30 tysięcy tajskich batów, czyli w przeliczeniu na tamten czas około 3300 zł. Z brytyjskiej perspektywy nie była to kwota, która robiła ogromne wrażenie przy tak głośnej sprawie. Ale w Chiang Mai wyglądało to inaczej. Średnia miesięczna pensja wynosiła wtedy około 8 tysięcy batów, więc taka nagroda mogła być realną motywacją dla kogoś, kto coś widział, coś wiedział, ale do tej pory milczał.
46:41
Jeśli na przykład ktoś widział Kirstie wracającą z nocnego targu albo zapamiętał kierowcę tuk-tuka, który być może ją podwoził lub zwrócił uwagę na jakiegoś podejrzanego mężczyznę, to był moment, żeby się odezwać, żeby to zgłosić. Policja chciała szczególnie też dotrzeć do kierowców tuk-tuków, bo cały czas rozważano teorię, że wróciła wtedy z targu nocnego do pensjonatu właśnie za pomocą jednego z takich pojazdów. Więc chcieli ustalić ostatecznie, czy szła pieszo, czy ktoś ją może podwiózł.
47:13
A jeśli tak, wtedy byłaby to prawdopodobnie ostatnia osoba, która widziała ją żywą, oprócz zabójcy. W tym samym czasie detektywi coraz mocniej wracali do Surina i choć jego DNA nie pasowało do materiału zabezpieczonego w sprawie Kersty, to wcale nie sprawiło, że przestał ich interesować. Surin był zarządcą pensjonatu, to on słyszał hałas w nocy, to on zszedł pod drzwi pokoju Kersty razem ze Stevenem i to on rano potem rozmawiał z Andym, zanim sprawa została zgłoszona policji.
47:44
I też to przecież on wyznał prawdę o tej kłódce. To on twierdził, że Andy rzekomo ją zdjął, umył i założył z powrotem, natomiast nie było innego świadka, który by to potwierdził. Policja uznała też, że zatrzyma kilka osób z otoczenia mężczyzny i zatrzymano właśnie kilku tajskich znajomych Surina oraz jednego Francuza, z którym miał kontakt. Od nich również pobrano próbki do badań. Policjanci robili wtedy wszystko, żeby pokazać, że cały czas intensywnie pracują nad śledztwem.
48:16
Przekonywali, że sprawa wcale nie jest trudna do rozwiązania i że zatrzymanie odpowiedzialnych osób jest tylko kwestią czasu. Tylko, że z każdym dniem brzmiało to coraz mniej przekonująco. A trochę to wyglądało tak, jakby śledczy chwytali się czegokolwiek. To skutkowało z kolei tym, że opinia publiczna miała coraz mniej zaufania do tajskiej policji. A każdy kolejny dzień bez odpowiedzi wzmacniał wrażenie, że śledczy najpierw założyli sobie jedną wersję, a potem za wszelką cenę próbowali ją utrzymać.
48:49
Śledztwo sprawiło, że Ari Guesthouse przestał normalnie funkcjonować. Gościa zniknęli, podobnie uczniowie szkoły masażu. Zresztą od tej pory raczej kojarzyło się negatywnie i żaden turysta nie miał ochoty się tam zatrzymywać. Te działania miały też negatywny wpływ na ludzi z otoczenia zatrzymanych. Jedną z takich osób była Pantipa, czyli partnerka Surina. Od początku go broniła i przekonywała, że nie miał nic wspólnego ze śmiercią Kirstie. Ale kiedy mężczyzna pozostawał w areszcie, a pensjonat tak naprawdę przestał normalnie funkcjonować, jej sytuacja zdecydowanie się pogorszyła.
49:26
Szkoła masażu to była też jej praca, więc w tym momencie straciła środki do życia. Dlatego jej ukochany pozostawał w areszcie, a ona nie wiedziała co robić. Z tej bezsilności zwróciła się do policjantów, że jeżeli Surin nie zostanie wypuszczony, to ona po prostu odbierze sobie życie. W końcu do kobiety przyjechali policjanci i udało się ją uratować.
49:49
To też pokazywało, że to śledztwo miało wpływ na naprawdę wiele osób. W efekcie policja była też pod coraz większą presją. To na pewno nie służyło temu śledztwu. Do tego doszła dyskusja w temacie tego, czy kobiety powinny podróżować same. Zastanawiano się też, czy młoda kobieta powinna była spać w tanim pensjonacie, czy powinna była sama chodzić nocą po mieście i czy faktycznie jakoś nie ryzykowała. To był taki niebezpieczny moment, bo trochę niektórzy obwiniali ofiarę, zamiast zastanowić się, dlaczego miałoby być niebezpiecznie, kto by zagrażał kobietom, dlaczego nie powinny podróżować same.
50:33
I warto właśnie było podkreślić, że to co spotkało Kersti nie wynikało z tego, że podróżowała sama, że chciała podążać za marzeniami, że wybrała taki pensjonata, a nie inny, ale po prostu dlatego, że ktoś zdecydował się ją zaatakować. I nie można było tego umniejszać, bo winny był tylko sprawca. Śledztwo praktycznie nie posuwało się do przodu, więc policjanci zaczęli analizować inne opcje. Ale nie, nie zamierzali porzucać swojej pierwszej teorii, jedynie rozpatrywali inne okoliczności.
51:07
Co to oznaczało? A mianowicie zaczęli się zastanawiać nad tym, czy przypadkiem ten materiał biologiczny zabezpieczony przy Kirsti mógł należeć do kogoś innego niż sprawca. Innymi słowy, czyli czy ktoś celowo nie podrzucił cudzego materiału, żeby skierować policję na fałszywy trop. Czyli nadal łatwiej im było uwierzyć, że na przykład jakiś obcokrajowiec chce wrobić jakiegoś taja, niż w to, że po prostu taki człowiek mógł być odpowiedzialny za te zbrodnie.
51:41
I przyznacie, że to brzmiało dosyć sensacyjnie, nietypowo. No i tak też uważali dziennikarze, bardzo szybko media podchwyciły ten temat. Zaczęły się nawet tworzyć jakieś plotki o kierowcy tuk-tuka, który miał sprzedawać taki materiał za pieniądze. Ale oczywiście to nie była prawda. Eksperci, którzy analizowali tę sprawę poza śledztwem, to raczej wskazywali na to, że mówimy tutaj o jednym sprawcy i wątpili w to, że ktoś mógłby podrzucić dowody.
52:14
Uważali, że ten materiał znaleziony na miejscu zbrodni należał do sprawcy i trudno nawet było sobie wyobrazić inną możliwość.
52:23
Mimo wszystko jakoś tak śledcze nie chcieli przyjąć założenia, że ta ich pierwsza teoria może być błędna. Bardziej szukali dowodów na jej poparcie, jakichś argumentów, niż brali pod uwagę, że mogliby założyć coś innego. W związku z tym cały czas tak naprawdę kręcili się w kółko i temat jaki ich interesował, no to głównie osoby związane z Ari Guesthouse. Nie mając na kim się skupić, uznali, że wrócą do Andy'ego, czyli właściciela tego obiektu.
52:56
Wtedy też podobno Surin miał nagle przedstawić kolejną informację. Twierdził, że w noc śmierci Kirsty widział światło w jej pokoju i dostrzegł tam mężczyznę. Później miał uznać, że mógł być to Andy. I brzmiało to jak bardzo ważny trop. Bo jeśli znalazł się świadek, który twierdził, że widział konkretnego mężczyznę w pokoju Kirsty w momencie, kiedy doszło do ataku, to dla śledczych była to niezwykle istotna informacja, bo mogliby wtedy wskazać winnego.
53:29
Postanowiono z tego skorzystać, w związku z tym 12 września 2000 roku Andrew został zatrzymany i oskarżony w związku ze sprawą zabójstwa Kirsty. Nie był to jednak taki bezpośredni zarzut zabójstwa, bo policja nie mogła powiązać jego DNA z tym znalezionym na miejscu zbrodni.
53:49
Więc przyjęto inną wersję, mianowicie, że Andy miał wspólnika i że to musiał być jakiś taj. To ich zdaniem idealnie by tłumaczyło, jak doszło do tej zbrodni. I choć w teorii mogło tak się zdarzyć, mogło być tak, że faktycznie Andy był za te zbrodnie odpowiedzialny, to w praktyce brakowało jednak jakichś fizycznych dowodów.
54:14
Do tego śledczy nie byli w stanie wskazać domniemanego wspólnika. Andy oczywiście nie przyznawał się do winy. Utrzymywał, że nie miał nic wspólnego ani z napaścią, ani ze śmiercią Kirsty. Tłumaczył to samo co wcześniej, czyli że zachowywał się podejrzanie, bo spanikował przez swoją wizę. Mimo tego po zatrzymaniu trafił do więzienia w Bangkoku i teraz śledczy mieli jakieś 60 dni, żeby znaleźć domniemanego wspólnika i zebrać dowody, które pozwoliłyby skierować sprawę dalej.
54:45
Jeśli nie zdążyliby tego zrobić w ciągu tych 60 dni, to musieliby wypuścić Andy'ego.
54:52
I im bliżej było końca tego terminu, tym bardziej stawało się jasne, że śledczy nie mają tego, czego potrzebują i nie są w stanie oskarżyć mężczyznę o tę zbrodnię. Dlatego też 30 listopada wycofano wobec niego zarzuty. Nawet właściwie nie czekano do końca tych 60 dni, zrobiono to kilkanaście dni wcześniej, zanim ten termin by upłynął. Jak to tłumaczyła prokuratura? Dlaczego wypuszczono jedynego właściwie teraz podejrzanego?
55:23
Głównie tym, że zeznania Surina i Pantipy nie są wystarczająco wiarygodne, żeby oprzeć na nich tak poważną sprawę. Ale mimo, że nie znaleziono żadnych dowodów na Andy'ego, to pojawił się pewien wątek, do którego dotarł brytyjski dziennikarz i na pewno dawał do myślenia. Otóż ten dziennikarz zaczął przyglądać się korespondencji między Andym, jego ojcem i byłą żoną mężczyzny w Chiang Mai. Według jego ustaleń ojciec Andygo miał wysyłać pieniądze z południa Francji do Tajlandii i było to jakieś 14 tysięcy funtów, a w jednej z wiadomości pisał o przesłaniu reszty pieniędzy i nadziei, że Andy wkrótce w cudzysłowie wydostanie się z ich szponów.
56:07
Więc dziennikarz uznał, że w takim razie te pieniądze mogły posłużyć, żeby właśnie mężczyzna wydostał się z więzienia. Choć oczywiście podkreślał, że nie jest to żaden dowód, że był odpowiedzialny za śmierć Kirsty. Ale raczej jego zdaniem było pewne, że po prostu Andy tak szybko wyszedł, bo zapłacił odpowiedniej osobie. I później faktycznie Andy przyznał, że pieniądze pomogły mu się wydostać z aresztu, ale utrzymywał, że nie kupił tym sobie niewinności. Zresztą niedługo po tym został deportowany do Wielkiej Brytanii.
56:41
Po wycofaniu zarzutów wobec mężczyzny śledztwo znowu utknęło w martwym punkcie. DNA wykluczało tylko kolejne osoby, ale nadal nie wskazywało śledczym podejrzanego. Mijały tygodnie, a potem miesiące, a sprawa Kirsty nadal nie posuwała się do przodu. W sierpniu 2001 roku minął już rok od jej śmierci, a nadal nie było pewne, kto za nią odpowiada. Sue i Glyn chcieli pamiętać swoją córkę taką, jaka przede wszystkim była. Nie tylko jako ofiary z nagłówków, ale jako córkę, która była ciekawa świata, samodzielna i pełna planów.
57:19
Jej rodzina wydała wtedy publiczne oświadczenie. Pisali, że wciąż mają nadzieję, że pewnego dnia sprawiedliwość zostanie wymierzona. Nie tylko dla Kirsty, ale też dla bezpieczeństwa innych podróżników. Rodzina kobiety też coraz mocniej naciskała, żeby sprawą zajęto się inaczej. Nie chcieli słyszeć kolejnych obietnic ze strony tajskiej policji, ale potrzebowali realnego sprawdzenia tego, co zrobiono, czego nie zrobiono i czy są jeszcze jakieś ślady, którym należy się przyjrzeć.
57:49
Wtedy też w sprawę zaangażowali się śledczy z Walii. Dla Siu i Glina była to szansa, że ktoś spojrzy na materiał świeżym okiem i spróbuje uporządkować to śledztwo, które praktycznie od pierwszych dni tonęło w chaosie. Niedługo po tym walijscy policjanci pojechali do Chiang Mai, żeby spotkać się z tejskimi władzami i usłyszeli informację, która była dla nich szokująca, a mianowicie, że sprawa Kirstie została zamknięta. Dopiero po długich rozmowach i naciskach zgodzono się ponownie ją otworzyć.
58:21
Tym razem przy współpracy z walijską policją. Nastąpiły też zmiany jeśli chodzi o ten tajski zespół. Pierwotny skład został odsunięty, a sprawę miała przejąć nowa grupa detektywów. Przez chwilę mogło się wydawać, że to w końcu da efekty. A w listy Kirstie dowiedzą się kto odpowiada za śmierć kobiety. Niestety tak się nie stało.
58:47
Na początku 2002 roku pojawiły się nowe doniesienia, według których w noc śmierci Kirsty w pobliżu Ari Guest House widziano dwóch mężczyzn. Jeden z nich miał być tajskim policjantem ubranym po cywilnemu. To był bardzo mocny trop, a na pewno medialnie, bo gazety zaczęły o tym pisać, co też pasowało do wyników testów DNA. Pojawiły się takie sugestie, że to pierwsze śledztwo może celowo było źle poprowadzone, żeby właśnie chronić prawdziwego sprawcę. I była to bardzo trudna teoria dla tajskiej policji, bo gdyby się okazało, że młodą turystkę zabił policjant, no to byłby bardzo potężny cios nie tylko dla tajskiej policji, ale też dla wizerunku Tajlandii jako kraju bezpiecznego dla podróżnych.
59:35
Walijscy śledczy jednak podchodzili do tego bardzo ostrożnie, nie chcieli w tym momencie dolewać oliwy do ognia i na konferencji w Bangkoku mówili, że na tym etapie oczywiście wszystkie teorie i hipotezy są sprawdzane, ale nie ma na razie żadnego potwierdzenia, aby faktycznie tajski policjant był za te zbrodnie odpowiedzialny.
59:58
W tym czasie też część dowodów z pokoju Kirsti przewieziono do Wielkiej Brytanii, gdzie miały zostać ponownie zbadane w tamtejszą laboratorium z użyciem bardziej zaawansowanych metod niż te, którymi wtedy dysponowano w Tajlandii. Brytyjscy eksperci ponownie zbadali m.in. sarong, którym uduszono Kirsti. Udało się też znaleźć materiał biologiczny i na tej podstawie opracować pełny profil DNA. To był ważny krok, bo wcześniej śledczy wiedzieli przede wszystkim, że materiał wskazuje na mężczyznę z Azji Południowo-Wschodniej, ale nie mieli więcej szczegółów.
60:30
Teraz mając pełniejszy profil mogli dokładniej porównywać zebrany materiał z konkretnymi osobami. Problem polegał jednak na tym, że Tajlandia wtedy nie miała takiej centralnej bazy DNA, do której można by było po prostu wprowadzić profil i czekać na trafienie. A zatem można było tylko sprawdzać te próbki, które zostały już pobrane od konkretnych osób. Przy okazji sprawdzono też tego funkcjonariusza, którego podejrzewano o to, że może być jakoś zamieszany w tę sprawę, ale nie było dopasowania.
61:02
W stosunku też do żadnej osoby, od której do tej pory pobrano to DNA, także go nie znaleziono. Ale pojawiła się pewna ważna wskazówka. Mianowicie w przypadku jednej próbki wykazano, że ten profil DNA jest dosyć zbliżony do tej osoby, co oznaczało, że to nie jest ta osoba, ale np. ktoś z jej otoczenia. O kogo chodziło? O Naronga, czyli tego przewodnika z trekkingu Kirstie, który sam twierdził, że próbowano na nim wymusić przyznanie się do winy.
61:33
Tutaj więc brano pod uwagę, że albo to może być ktoś z jego rodziny, albo ktoś z tej samej społeczności Karen, do której ten człowiek należał, czyli jednej z mniejszości etnicznych północnej Tajlandii. Walijscy śledczy zaproponowali więc szerzej zakrojone badania DNA w Chiang Mai. Nie chodziło o przypadkowe sprawdzenie wszystkich ludzi, tylko o zawężenie kręgu osób według konkretnego tropu, czyli głównie pewnie przebadanie tych osób ze społeczności Karen. Ale tajscy policjanci nie zdecydowali się na takie działania, więc niestety, mimo że było tak blisko, to ten ważny trop odpuszczono.
62:12
A skoro policja nie chciała działać, to dziennikarze postanowili wziąć sprawę w swoje ręce i część z nich zaczęła na własną rękę sprawdzać krewnych na rąga, którzy mogliby pasować do profilu. Ale przynajmniej publicznie nie podano, że trafiono na jakiś ślad albo powiązanie, więc chyba niestety nic to nie dało. Równolegle pojawiły się też nowe doniesienia, media zaczęły pisać o dwóch osobach, które według tajskiej policji miały twierdzić, że Surin zapłacił im za zdobycie fałszywego materiału biologicznego do podrzucenia na miejscu zbrodni.
62:46
Czyli znowu wróciła ta teoria o cudzym DNA użytym do zmylenia śledczych. Natomiast walijscy detektywi podchodzili do tej teorii bardzo ostrożnie. Dalej raczej zakładano, że ten materiał znaleziony przy Kirsty pochodził od mężczyzny, który ją zaatakował i zabił i o podłożeniu nie ma co tutaj mówić. Bardziej znów był to taki chaos informacyjny, próba jakiegoś, nie wiem, zamieszania w tym śledztwie, a nie konkretny trop. Mijały kolejne lata, a sprawa zabójstwa Kirsty nadal nie została rozwiązana.
63:21
W trzecią rocznicę jej śmierci Sue i Glyn mówili publicznie, że ból wcale nie stał się mniejsze. Próbowali żyć dalej, ale nie dało się uciec od świadomości, że człowiek odpowiedzialny za śmierć ich córki nadal jest na wolności. Walisty śledczy wciąż wierzyli, że w ich rękach jest najważniejszy dowód, wystarczy znaleźć podejrzanego. Tylko, że mijały lata, a niestety na niego nie trafiono. Więc ten sam profil DNA tak naprawdę nie wystarczał.
63:51
Rodzina Kirstie z kolei miała poczucie, że tajskie władze już nic nie robią w tej sprawie, dopiero jak brytyjskie władze zaczynają naciskać, no to wtedy coś się dzieje. Ale sami z siebie w ogóle już nie dbali o to śledztwo. I tak mijały kolejne lata. W 2007 roku sprawa trafiła nawet do brytyjskiego parlamentu. Walijski polityk Roger Williams mówił wtedy o frustracji rodziny i o tym, że nikt nie oczekuje od tajskich władz cudu, Chodzi o coś znacznie prostszego, czyli metodyczne śledztwo w sprawie, która dzięki DNA nadal mogłaby być rozwiązana.
64:25
Sioux później opisywała, jak wygląda zderzenie z zagranicznym systemem, kiedy twoje dziecko zostaje zamordowane tysiące kilometrów od domu. Człowiek zakłada, że ktoś go przez to przeprowadzi, że system zadziała, że pytania będą miały odpowiedzi, a potem okazuje się, że wiele rzeczy trzeba wywalczyć samemu. Wiąże się to też z poczuciem bezsilności.
64:48
Kolejny raz o sprawie zrobiło się głośno w 2011 roku. Tym razem wiązało się to z filmem, który pojawił się na YouTubie. Opublikował go australijski emeryt mieszkający w Chiang Mai, który występował jako Mr. AGP Allen. Twierdził, że zna tożsamość mężczyznę widzianego w pobliżu Ari Guest House w noc śmierci Kirsty. Według niego miał być to tajski wykładowca z Uniwersytetu w Chiang Mai, a jednocześnie młodszy brat funkcjonariusza policji turystycznej, który też przewijał się wcześniej w jednej z teorii.
65:20
Allen domagał się, żeby wskazany przez niego mężczyzna został przebadany, żeby pobrano od niego DNA i zapowiadał, że nie usunie nagrania, dopóki sprawa nie zostanie potraktowana poważnie. Rodzice Kirsty podchodzili do tego bardzo ostrożnie. Starali się nie robić sobie nadziei. Mieli takie przemyślenia na ten temat, że jeśli faktycznie to jest ten człowiek, no to będą się cieszyli, że sprawa idzie do przodu, a jeśli nie, no to po prostu kolejna osoba zostanie wyeliminowana z kręgu podejrzanych.
65:52
Podobne podejście miała walijska policja, która traktowała to dosyć chłodno. I przez kolejne miesiące właściwie już nic nowego w tej sprawie się nie pojawiło. W 2012 roku Siu znów poleciała do Tajlandii. Zbliżała się wtedy 12. rocznica śmierci Kirsty, a sprawa nadal nie była rozwiązana. Tym razem kobieta ogłosiła nagrodę 10 tysięcy funtów za informacje, które pomogą doprowadzić do zatrzymania sprawcę. Zorganizowano też konferencje prasowe w Chiang Mai i Bangkoku, aby dotrzeć do jak największej liczby osób.
66:27
Siu mówiła, że wierzy, iż ktoś nadal coś wie, że wraz z upływem czasu być może też zmienia się stosunek niektórych osób, być może ich lojalność się zmienia, relacje kończą, a strach słabnie, a nawet drobna informacja mogła się tutaj okazać brakującym elementem.
66:46
Podczas tej wizyty Sue też po raz pierwszy weszła do Ari Guest House i zobaczyła pokój, w którym zamordowano jej córkę. W tym czasie postanowiono też jeszcze raz przeprowadzić badania DNA na próbkach, które do tej pory zostały zabezpieczone. Przy okazji wykluczono też tego wykładowcę, o którym wspominał, ale na nagraniu na YouTubie. I też w 2004 roku powstała w końcu taka tajska krajowa baza DNA i do 2012 roku obejmowała już 80 tysięcy profili, więc tym razem liczono, że być może pojawią się jakieś nowe trafienia, ale niestety i tym razem dopasowania nie było.
67:30
W 2014 roku o Tajlandii ponownie zrobiło się głośno i znowu wszystkie media pisały o tym, co się dzieje w tym kraju. A tym razem chodziło o wyspę Kotao i właśnie zamordowanych dwóch brytyjskich podróżników, o których wspominałam na początku, czyli Davida i Hanę. To jest ten odcinek o wyspie śmierci. I o tej sprawie właśnie opowiadałam w poprzednim sezonie Zabójczych Wakacji. Więc nie będę wam teraz nakreślała szczegółów, jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o tej sprawie albo przypomnieć sobie, no to zerknijcie na tamten odcinek.
68:05
I na pewno nie dawało to nadziei rodzinie Kirsty, która miała poczucie, że po prostu już o tej sprawie zapomniano i że nikomu poza nimi nie zależy na tym, aby to śledztwo doprowadzić do końca. Do tego pojawiła się jeszcze obawa, że kończy im się czas. O co chodziło? O to, że w Tajlandii obowiązywał 20-letni termin przedawnienia w sprawach o zabójstwo. To oznaczało, że jeśli sprawca Kirsty nie zostanie postawiony przed sądem w tym czasie, to potem już po prostu będzie za późno.
68:40
Nawet jeśli by pojawił się nowy dowód, jakieś zeznania, jeśli znaleziono by dopasowanie Dena, no to niestety już w tym momencie ta osoba nie poniosłaby odpowiedzialności. I z tego, co widzę, nadal tak to wygląda, że w Tajlandii przy zabójstwie obowiązuje 20-letni termin przedawnienia. Jeśli wiecie, że jest inaczej, no to poprawcie mnie, ale z tego, co tutaj wyczytałam, to mniej więcej tak to wygląda. W 2017 roku sprawą ponownie zajęli się brytyjscy politycy.
69:12
Jeden z posłów zwrócił się wtedy do ówczesnej premier Teresy May z prośbą, żeby brytyjski rząd mocniej naciskał na tajskie władze. Chodziło o nowsze techniki badania DNA, ale też o większe wsparcie dla rodzin, które tracą bliskich za granicą.
69:27
Polityk poruszył też kwestie rzeczy osobistych Kirsty. Po tylu latach jej rodzice nadal chcieli, żeby te przedmioty należące do ich córki wróciły z Tajlandii do domu. Dla nich miało to ogromne znaczenie. Niestety odpowiedź brytyjskiego rządu była bardzo ograniczona. Theresa May złożyła rodzinie kondolencje, ale podkreśliła, że Wielka Brytania nie może ingerować w śledztwo prowadzone przez policję innego kraju. Formalnie to była prawda, ale Sue i Glyn i tak mieli poczucie, że po prostu wszyscy umywają ręce i nikt nie chce im pomóc.
70:02
A czas uciekał. W końcu nadszedł 2020 rok, czyli dokładnie 20 lat od śmierci Kirsty. 10 sierpnia zatem dochodziło do przedawnienia. I choć w międzyczasie robiono wszystko, żeby tak się nie stało, to niestety, zgodnie z prawem tajskim, w końcu wybiła ta data, która kończyła całą tę sprawę. A to oznaczało, że nawet jeżeli sprawca zostanie znaleziony, to nie poniesie już żadnej odpowiedzialności.
70:35
Pojawiały się głosy, że gdyby tajska policja przyjrzała się wtedy osobom z tej mniejszości etnicznej Karen, to pewnie znaleziono by odpowiedź na to, kto był odpowiedzialny za zabójstwo Kirsty. Ale niestety wydawało się, że dla tajskiej władz rozwiązanie tego śledztwa było jakoś tak nie na rękę i specjalnie odkładano je na bok. Sue wciąż mówiła, że Kirsty jest z nią każdego dnia. Zastanawiała się, gdzie córka byłaby teraz, co by robiła, jakby wyglądała.
71:06
Patrzyła też na życie jej znajomych i widziała wszystko, czego Kirsty została pozbawiona. Mimo to nie chciała, żeby historia jej córki stała się prostą przestrogą. Typu nie podróżujcie, nie ufajcie światu. Kiedy sama poleciała do Tajlandii, zrozumiała, czemu jej córka tak pokochała to miejsce. Mówiła, że to piękny kraj, a ludzie, których spotkała, byli dla niej dobrzy i pomocni. Nie chciała przekreślać całego państwa przez to, że wydarzyło się tam coś potwornego. Nie chciała, żeby śmierć Kelsey zatrzymała inne młode osoby przed spełnianiem marzeń.
71:43
Rozumiała, ile dawały jej córce i chciała, by inni także podążali za tym, co bliskie ich sercu. I choć trudno wtedy było jej puścić córkę na drugi koniec świata, to nie zmieniłaby zdania, nie zatrzymałaby siłą jej w domu.
72:00
Wiedziała, że wtedy byłaby nieszczęśliwa. Niestety dotknęła ich potworna tragedia, a Kirsti nie ma już z nimi i być może nigdy nie dowiedzą się, kto im ją odebrał. I to już wszystkie informacje, jakie znalazłam. Niestety, to oznacza, że od 2020 roku nie pojawiły się już praktycznie żadne nowe wieści. Śledztwo zostało zamknięte, a sprawca nie został wytypowany.
72:29
Dajcie znać, co wy o tym wszystkim sądzicie. Czy ktoś zwrócił waszą uwagę i czy wśród tych osób, które wymieniłam, waszym zdaniem był sprawca. Dajcie znać, jakie macie przemyślenia i z góry dziękuję za wasze komentarze. Dziękuję też za całą aktywność, udostępnienie odcinka, łapki w górę, podbicia itd.
72:51
I tak przy okazji, nie wiem czy wiecie, ale w lipcu będą już siódme urodziny kanału. Sama nie wiem kiedy to minęło i aż nie dowierzam, że od siedmiu lat się słyszymy. Wydaje się to nierealne. Mam wrażenie jakbym zaczęła nagrywać kilka miesięcy temu, a nie kilka lat. Ale tak to już jest. W ogóle dajcie znać, czy ktoś z Was jest tutaj może od początku, czy już w międzyczasie się wykruszyliście i tylko nowe osoby się pojawiają.
73:22
Dzięki wielkie, że jesteście i że macie ochotę słuchać, być i wspierać. Jeszcze pomyślę, jak w tym roku uczcimy trochę ten czas szybko leci, więc przyznam, że jeszcze żadnego planu nie mam. Ale pewnie coś się jeszcze wyklaruje, więc zaglądajcie tutaj na podcast albo na moje media społecznościowe, tam pewnie jakieś też informacje się pojawią. No dobra, tyle ode mnie, jeszcze raz dziękuję za wysłuchanie, uważajcie na siebie, życzę wam dobrego dnia, dobranoc, do usłyszenia.